Zostań korektorem i zarabiaj, czytając książki na Malediwach! Świetnie, nie? O pracy korektora narosło całe mnóstwo mitów. Czas się z nimi rozprawić. Wskakuj!

Korektor zarabia, czytając książki

To prawda, jest jedno małe ALE. Te książki nie zawsze są fajne, nie zawsze są ciekawe. Niektóre są tak nudne, że można nad nimi zasnąć. Ale to najmniejszy problem. Nie wszystkie są napisane tak, że da się je czytać. Nim doprowadzisz książkę do stanu używalności, masz jej zwyczajnie dość.

Korektor może pracować, gdzie chce

To też prawda, ale tu znów jest ALE. Trudno w każdą podróż zabierać ze sobą stertę słowników. Nie wszystkie są on-line, nie wszystkie książki możesz przeskanować i zgrać na dysk. Najlepszym miejscem pracy dla korektora jest nie plaża na Zanzibarze, nie własne mieszkanie, a dobrze wyposażona biblioteka.

To praca, w którą nie musisz nic inwestować

Nie, nie, nie. Zacznijmy od tego, że musisz mieć na czym robić korektę. Wydajesz więc (w najlepszym wypadku) około tysiąc złotych na laptop i oprogramowanie. Przydałyby się teraz jakieś źródła poprawnościowe. Słowniki tanie nie są. Wolański to absolutna podstawa. Tak, to wszystko Ci się zwróci, o ile będziesz miał dobrych klientów i dobre zlecenia, ale nigdy nie dojdziesz do momentu, w którym inwestycje się zakończą.

To praca dla introwertyków, nie trzeba widywać się z ludźmi

Prawda i nieprawda. Pamiętaj, że korektę zawsze robisz dla kogoś. Ktoś Ci musi zlecić, więc kontaktu z człowiekiem nie unikniesz. Ludzie są różni, w sieci mają odwagę mówić rzeczy, których nie powiedzieliby w twarz. Jeśli źle trafisz z klientami, przeoczony przecinek kursywą może doprowadzić Ciebie i firmę do ruiny.

Lubię czytać książki, widzę u innych błędy, będę świetnym korektorem

Nie. Korekta tekstów to nie tylko czytanie książki i poprawianie w nich błędy ortograficznych oraz interpunkcyjnych. To także sprawdzanie, czy spacja między znakami jest odpowiednia, czy wyrazy są podzielone prawidłowo i wiele innych rzeczy, które wpływają na czytelność tekstu. Bez ich znajomości więcej klientów stracisz niż zyskasz. Na szczęście wszystkiego da się nauczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *