Jak język wyklucza?

Wykluczenie to sytuacja, w której ktoś nie może w pełni funkcjonować w jakimś środowisku. Pewnie się zdziwisz, ale wszyscy ponosimy za to winę. Przez setki lat pracowaliśmy na to, by na samych siebie nałożyć ograniczenia, które ujęzykowiły się i zawładnęły naszymi umysłami. Nic nie wyklucza tak, jak język. Nie chodzi tu tylko o żeńskie końcówki w nazwach zawodów. O co? Zaparz herbatę i wróć tu, wszystko Ci opowiem.

Socjolekty

Socjolekty to odmiany języka, które służą porozumiewaniu się nimi przez jakąś grupę społeczną. Jeśli słyszysz: slang młodzieżowy, gwara* uczniowska (brrrr!), żargon lekarzy, to właśnie socjolekty. Służą one  budowaniu wspólnoty. Obowiązuje zasada: znasz nasz język, jesteś jednym z nas. Niektóre z odmian społecznych powstały, by wykluczyć obcych. Najbardziej jaskrawym przykładem jest socjolekt więźniów, którzy wymyślili nowe słownictwo, by nie rozumieli ich strażnicy lub nowi osadzeni. Przy pomocy języka stawia się granicę między swoimi a obcymi.

Urzędnicy

Na podstawie dyplomu ukończenia studiów wyższych, rozpoczętych po uzyskaniu świadectwa dojrzałości, którego przyznanie regulują odpowiednie przypisy, przyznanego mi przez Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, stwierdzam, iż mogę poczynić refleksję, że język urzędniczy wyklucza na mocy danej urzędnikom władzy.

A teraz tak serio: to wyżej to bełkot. I tony takiego bełkotu są produkowane każdego dnia. Rozumiesz coś z tego, co wyżej napisałam? Nie? A ile pism, które podpisywałeś, rozumiesz? Tak z ręką na sercu. Język urzędowy pozbawia Cię możliwości zrozumienia tego, co podpisujesz, co urzędnik do Ciebie mówi. A nie możesz w pełni funkcjonować w społeczeństwie, którego nie rozumiesz. Nie rozumiesz, na jakiej podstawie Ci coś przyznano, coś odebrano. Nie rozumiesz, jak Twoja grupa społeczna, którą są obywatele, działają. Jesteś więc wykluczony.

Ten stan rzeczy próbuje zmienić Prosta Polszczyzna, czyli zespół językoznawców z Uniwersytetu Wrocławskiego. Póki co, udało im się wykazać, że jeśli urzędnik w jasny sposób napisze, że chodzi mu o to, by ktoś zapłacił jakiś podatek, ściągalność tych podatków okazuje się większa. Nam pozostaje tylko trzymać kciuki, by standard polszczyzny urzędowej się zmienił.

Stereotypy

Jest taka książka profesora Jerzego Bartmińskiego Stereotypy mieszkają w języku i ja się z tym tytułem absolutnie zgadzam. Pomyśl sobie GÓRAL. Od razu w Twojej głowie pojawia się obraz pana z ciupagą w stroju ludowym. Już wiesz, że sakramencko przestrzega tradycji. Co myślisz, gdy słyszysz, że ktoś kogoś ocyganił? Jak następnym razem zachowasz się wobec kogoś romskiego pochodzenia?

Językowy obraz świata

Znowu na chwilę wrócimy do profesora Bartmińskiego, a nawet do trzech panów: Franza Boasa, Edwarda W. Sapira i Benjamina Lee Whorfa. Badając języki Indian, stwierdzili, że język i kultura na siebie wzajemnie wpływają. Nie da się ukryć, że język polski wyżej wartościuje mężczyzn. Nie, nie chodzi o nieszczęsne końcówki żeńskie, bo można je sobie dodać i – przynajmniej z punktu widzenia języka – problem zniknie (TU znajduje się stanowisko Rady Języka Polskiego w tej sprawie). To my mamy problem z używaniem końcówek, nie język. Mamy natomiast opozycję ci (mężczyźni) te (kobiety, koty, zabawki). W liczbie mnogiej jest rodzaj męskoosobowy, którego używamy wyłącznie do mówienia o mężczyznach, i rodzaj niemęskoosobowy – ten obsługuje nie tylko kobiety, lecz również zwierzęta i rzeczy. Czy z tym coś robimy? Nie. Czy to się zmieni? Może, ale to dopiero za kilkaset lat.

*Gwara to wyłącznie język wsi, system języka. Słownictwo nieznane językowi ogólnemu nie uprawnia do nazywania czegoś gwarą.