Trzy ciekawostki językowe z czasów naszych (prapra)dziadków

Dziś Dzień Babci, jutro świętować będą dziadkowie. Postanowiłem więc zebrać dla Was trzy ciekawostki dotyczące problemów gramatyki i ortografii z czasów naszych dziadków, pradziadków, prapradziadków… Przeczytacie o statystykach dotyczących wydań dziewiętnastowiecznych gramatyk, pewnej próbie uproszczenia pisowni i bodaj najbardziej kontrowersyjnych (ze względu na dyskusję przed ich przyjęciem i narzekania po wydaniu) regułach pisowni i gramatyki.

XIX wiek: gramatyczna obsesja

Debaty dotyczące zjawisk językowych nie są domeną XX wieku, toczono jej już — nie bez kontrowersji — wcześniej, a XIX wiek był okresem pewnej manii gramatycznej. Wydrukowano wówczas około 200 wydań podręczników gramatyki, z czego około 20 w latach 1817‒1831 a ponad 170 w latach 1832‒1900. Sam rok 1849 przyniósł ich 10.

Wśród autorów prym wiedli Teodozy Sierociński (10 wydań Gramatyki na klasę I i II w latach 1839‒1864 oraz 20 wydań skróconej wersji w latach 1840‒1875), Antoni Małecki i Henryk Suchecki.

Osobliwe próby uproszczenia pisowni

Przy okazji pojawiających się od czasu do czasu pomysłów uproszczenia polskiej ortografii warto przypomnieć choćby Skarbiec odkryty bogactwa, piękności i wszystkich prawideł zasadniczych mowy i pisownie polskiej Bożydara Ożyńskiego (Kraków 1883), w którym autor, uważając, że w piśmie nie powinny występować niewymawiane litery (zwłaszcza dwuznaki), proponował wprowadzenie do polszczyzny między innymi liter ħ (ch), ƈ (cz) oraz  (rz — jedyny dwuznak uznawany) i ten sposób zapisu zastosował w całej książce. Była to jednak publikacja osobliwa i nie zasada nie doczekała się uznania.

Kontrowersyjne Zasady

Zasady pisowni polskiej z 1918 roku okazały się chyba najbardziej kontrowersyjnymi próbami wprowadzenia reguł poprawnościowych. Już ich uchwalenie przez Akademię Umiejętności było poprzedzone wieloma dyskusjami. Dotyczyły one między innymi dostosowania pisowni joty w konstrukcjach typu -bja, ­-cja, -dja, ­-fja­, -rja itd. (ze względu na nieprzystosowanie narządów mowy Polaków do wymowy takich głosek) oraz pisowni końcówek zaimków i przymiotników w niektórych przypadkach (ówczesne rozróżnienie końcówek -em, -emi, -ym, -ymi — dobrym synem, tanim suknem w narzędniku, ale o dobrem synu, o dobrem suknie w miejscowniku). To właśnie ten problem okazał się najbardziej spornym zagadnieniem, a dotycząca go dyskusja była niezwykle ożywiona. Debatowano przede wszystkim, czy rozróżniać końcówki, czy nie, a jeśli tak, co przyjąć za podstawę ich różnicowania. Co istotne z punktu widzenia dzisiejszych zasad, Kazimierz Nitsch proponował wówczas, by z nowo tworzonej reguły wyjąć przysłówki, nazwiska i nazwy miejscowe zakończone na -e (Zakopanem, Lindem, potem), ale były też inne pomysły. W głosowaniu za zasadą rozróżniania końcówek według końcówki mianownika było 14 osób, przeciw — 13, nie było więc jednomyślności. Warto o tym pamiętać dzisiaj, gdy aż tak radykalnych rozróżnień w środowiskach normatywnych chyba nie ma.,

Bardziej interesujący jest jednak brak powszechnego przyjęcia Zasad pisowni polskiej. Użytkownicy języka woleli pisać według zasad z 1891 roku (na przykład MaryaJulia), reguł nie przestrzegała również prasa, a głosy o tym, że nie da się zredagować tekstu bez nieustannego spoglądania do słownika były podobno powszechne. Krytykowano także zasady przenoszenia wyrazów. Choć wydanie Pisowni polskiej z 1933 roku odnosiło się do żądań niezadowolonych użytkowników języka, to jednak wywołało kolejną falę narzekań (między innymi na nieustanną płynność reguł), a także konflikt autorytetów (po opublikowaniu przez Polską Akademię Umiejętności dziesiątej edycji Pisowni polskiej zredagowanej przez Kazimierza Nitscha Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego nakazało posługiwać się jej ósmym wydaniem, którym opiekował się Jan Łoś). Skutkiem takiego stanu rzeczy było powołanie Komitetu Ortograficznego i reforma ortografii z 1936 roku, która, choć wywołała głosy dyskusyjne, została przyjęta przez szkolnictwo i administrację bez większego sprzeciwu.

Skąd o tym wiemy?

Jeśli te ciekawostki rozbudziły w Was głód wiedzy — a wierzę, że tak właśnie jest — zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów na blogu. Już niebawem zamieszczę tu notkę o kilku polemikach językoznawczych z pierwszej połowy XX wieku. Zainteresowanych zagadnieniami poprawności pisowni i gramatyki w XIX i XX wieku odsyłam też do książki prof. Mirosława Skarżyńskiego W kręgu gramatyk polskich XIX i XX wieku (Kraków 2001) oraz pracy doktorskiej Macieja Malinowskiego poświęconej polskiej ortografii od połowy XVIII wieku do czasów współczesnych, z których korzystałem przy tworzeniu tego wpisu.

Tymczasem uściskajcie babcie i dziadków. Bezbłędnego dnia! 🙂