Jak nauczyć dziecko ortografii? Wywiad z ekspertem

Dzień Dziecka! Hurra! Dziś o tym, jak nauczyć dziecko ortografii, by w przyszłości nie musiało wydać komunijnych pieniędzy na korektora. Ponieważ nie jestem jednak ekspertem od nauczania, poprosiłam moją mamę, panią nauczycielkę klas 0‒3 z duuuuuuużym doświadczeniem o opowiedzenie mi, co zrobić, by dziecko nie miało problemów z ortografią. Zapraszam do lektury!

Continue reading „Jak nauczyć dziecko ortografii? Wywiad z ekspertem”

[Zasady pisowni] Jak nazywa się mieszkaniec Wybrzeża Kości Słoniowej?

Wybrzeże Kości Słoniowej to nazwa afrykańskiego państwa. Od trójczłonowej nazwy własnej nie tworzy się jednowyrazowych przymiotników czy rzeczowników, dlatego wszelkie formy typu Wybrzeżokościosłoniowianin, choć pojawiają się czasem, nie są poprawne. Continue reading „[Zasady pisowni] Jak nazywa się mieszkaniec Wybrzeża Kości Słoniowej?”

Trzy ciekawostki językowe z czasów naszych (prapra)dziadków

Dziś Dzień Babci, jutro świętować będą dziadkowie. Postanowiłem więc zebrać dla Was trzy ciekawostki dotyczące problemów gramatyki i ortografii z czasów naszych dziadków, pradziadków, prapradziadków… Przeczytacie o statystykach dotyczących wydań dziewiętnastowiecznych gramatyk, pewnej próbie uproszczenia pisowni i bodaj najbardziej kontrowersyjnych (ze względu na dyskusję przed ich przyjęciem i narzekania po wydaniu) regułach pisowni i gramatyki.

XIX wiek: gramatyczna obsesja

Debaty dotyczące zjawisk językowych nie są domeną XX wieku, toczono jej już — nie bez kontrowersji — wcześniej, a XIX wiek był okresem pewnej manii gramatycznej. Wydrukowano wówczas około 200 wydań podręczników gramatyki, z czego około 20 w latach 1817‒1831 a ponad 170 w latach 1832‒1900. Sam rok 1849 przyniósł ich 10.

Wśród autorów prym wiedli Teodozy Sierociński (10 wydań Gramatyki na klasę I i II w latach 1839‒1864 oraz 20 wydań skróconej wersji w latach 1840‒1875), Antoni Małecki i Henryk Suchecki.

Osobliwe próby uproszczenia pisowni

Przy okazji pojawiających się od czasu do czasu pomysłów uproszczenia polskiej ortografii warto przypomnieć choćby Skarbiec odkryty bogactwa, piękności i wszystkich prawideł zasadniczych mowy i pisownie polskiej Bożydara Ożyńskiego (Kraków 1883), w którym autor, uważając, że w piśmie nie powinny występować niewymawiane litery (zwłaszcza dwuznaki), proponował wprowadzenie do polszczyzny między innymi liter ħ (ch), ƈ (cz) oraz  (rz — jedyny dwuznak uznawany) i ten sposób zapisu zastosował w całej książce. Była to jednak publikacja osobliwa i nie zasada nie doczekała się uznania.

Kontrowersyjne Zasady

Zasady pisowni polskiej z 1918 roku okazały się chyba najbardziej kontrowersyjnymi próbami wprowadzenia reguł poprawnościowych. Już ich uchwalenie przez Akademię Umiejętności było poprzedzone wieloma dyskusjami. Dotyczyły one między innymi dostosowania pisowni joty w konstrukcjach typu -bja, ­-cja, -dja, ­-fja­, -rja itd. (ze względu na nieprzystosowanie narządów mowy Polaków do wymowy takich głosek) oraz pisowni końcówek zaimków i przymiotników w niektórych przypadkach (ówczesne rozróżnienie końcówek -em, -emi, -ym, -ymi — dobrym synem, tanim suknem w narzędniku, ale o dobrem synu, o dobrem suknie w miejscowniku). To właśnie ten problem okazał się najbardziej spornym zagadnieniem, a dotycząca go dyskusja była niezwykle ożywiona. Debatowano przede wszystkim, czy rozróżniać końcówki, czy nie, a jeśli tak, co przyjąć za podstawę ich różnicowania. Co istotne z punktu widzenia dzisiejszych zasad, Kazimierz Nitsch proponował wówczas, by z nowo tworzonej reguły wyjąć przysłówki, nazwiska i nazwy miejscowe zakończone na -e (Zakopanem, Lindem, potem), ale były też inne pomysły. W głosowaniu za zasadą rozróżniania końcówek według końcówki mianownika było 14 osób, przeciw — 13, nie było więc jednomyślności. Warto o tym pamiętać dzisiaj, gdy aż tak radykalnych rozróżnień w środowiskach normatywnych chyba nie ma.,

Bardziej interesujący jest jednak brak powszechnego przyjęcia Zasad pisowni polskiej. Użytkownicy języka woleli pisać według zasad z 1891 roku (na przykład MaryaJulia), reguł nie przestrzegała również prasa, a głosy o tym, że nie da się zredagować tekstu bez nieustannego spoglądania do słownika były podobno powszechne. Krytykowano także zasady przenoszenia wyrazów. Choć wydanie Pisowni polskiej z 1933 roku odnosiło się do żądań niezadowolonych użytkowników języka, to jednak wywołało kolejną falę narzekań (między innymi na nieustanną płynność reguł), a także konflikt autorytetów (po opublikowaniu przez Polską Akademię Umiejętności dziesiątej edycji Pisowni polskiej zredagowanej przez Kazimierza Nitscha Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego nakazało posługiwać się jej ósmym wydaniem, którym opiekował się Jan Łoś). Skutkiem takiego stanu rzeczy było powołanie Komitetu Ortograficznego i reforma ortografii z 1936 roku, która, choć wywołała głosy dyskusyjne, została przyjęta przez szkolnictwo i administrację bez większego sprzeciwu.

Skąd o tym wiemy?

Jeśli te ciekawostki rozbudziły w Was głód wiedzy — a wierzę, że tak właśnie jest — zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów na blogu. Już niebawem zamieszczę tu notkę o kilku polemikach językoznawczych z pierwszej połowy XX wieku. Zainteresowanych zagadnieniami poprawności pisowni i gramatyki w XIX i XX wieku odsyłam też do książki prof. Mirosława Skarżyńskiego W kręgu gramatyk polskich XIX i XX wieku (Kraków 2001) oraz pracy doktorskiej Macieja Malinowskiego poświęconej polskiej ortografii od połowy XVIII wieku do czasów współczesnych, z których korzystałem przy tworzeniu tego wpisu.

Tymczasem uściskajcie babcie i dziadków. Bezbłędnego dnia! 🙂