W poprzednim wpisie, w którym omówiłem, na czym polegają korekta i redakcja, obiecałem również, że pokażę, co w praktyce te elementy mogą wnieść do tekstu. Zaczynajmy!

Czyszczenie tekstu

Tekst na poziomie formy jest trochę jak podłoga w naszym mieszkaniu. Kiedy ktoś do nas przychodzi szorujemy ją i froterujemy. Ale kiedy nie mamy gości — trochę się nam nie chce. Zawsze powinniśmy być jednak przygotowani na niezapowiedziane odwiedziny…

Nasz tekst czyścimy z reguły dopiero wtedy, gdy chcemy go komuś pokazać lub gdzieś opublikować. [I to też nie zawsze — w pracy korektora spotkałem się z przypadkami przesłanych do publikacji artykułów, które wymagały nie tylko porządnej korekty, ale także radykalnej redakcji. Co ciekawe, ktoś o nich napisał pozytywne recenzje]. Jest on przez to mocno zanieczyszczony przez omyłki, usterki językowe, drobne (i większe) błędy ortograficzne i interpunkcyjne, literówki, często zawodzi także składnia, styl czy szyk. Korekta i redakcja takie rzeczy wyłapuje i poprawia, jest czymś w rodzaju programu antywirusowego, który skanuje poszczególne litery, wyrazy i strony, poddając niektóre z nich natychmiastowej kwarantannie i usuwając problemy.

Podniesienie jakości

Redakcja, jak już sygnalizowałem (choćby tutaj tu) to poziom wyższy od technicznej korekty, podczas którego tekst może znacznie zyskać na jakości i czytelności. Najczęściej w ramach redakcji poprawiane są usterki stylistyczne (na przykład dobór słów) i składniowe (na przykład szyk wyrazów), choć zdarzają się teksty, które wymagają radykalnych zmian (mam jednak nadzieję, że to Was nie dotyczy). Zredagowany tekst lepiej się czyta i jest przystępniejszy w odbiorze — nawet jeśli został napisany fachowym językiem.

Ujednolicenie

Na blogu napiszę to pierwszy raz, ale będę to powtarzał wielokrotnie: w obrębie każdego tekstu niezbędna jest konsekwencja. Dlatego każdy element, który raz napiszemy w jakiś sposób, musimy pisać tak już do końca. Ja zdecydowałem się, by na przykład pisać w pełnej formie, a nie skrótem np. — tak jest też w tekstach na blogu. Niekonsekwencja odzwierciedla chaos, czytający nie wie, skąd mnogość form, zaczyna się zastanawiać, czy to tylko brak konsekwencji w zapisie, czy też może różnicowanie znaczeń, mogą się pojawić także wątpliwości, czy autor aby na pewno napisał dany tekst, czy też jest to zlepek różnych wypowiedzi. Również za ujednolicanie niekonsekwentnych autorów odpowiada redakcja.

Obiektywność

Warto też pamiętać, że dając swój tekst do sprawdzenia komuś innemu, nawet jeśli to weryfikacja nie merytoryczna, a techniczno-językowa, czynimy go obiektywniejszym. Może nam się wydawać, że jakaś forma jest poprawna, ale odpowiedzialny korektor ją zweryfikuje. W swojej pracy przyjąłem, że kiedy mam podstawy sądzić, iż autor po prostu uważa niepoprawną formę za poprawną, zawsze odnoszę się w komentarzu do odpowiedniej normy lub wykładni. W ten sposób odniosłem swój największy korektorski sukces, ale o tym niebawem.

Własny rozwój

Rzecz nieoczywista i trochę banalna, ale uważam, że warto także i ten aspekt zasygnalizować. Kiedy otrzymamy tekst po korekcie i chcemy nad nim popracować (a nie tylko bezmyślnie zaakceptować wszystkie poprawki lub je odrzucić, bo przecież najlepiej wiemy, jak się pisze), możemy się sporo dowiedzieć, na przykład o swoim stylu czy najczęściej popełnianych błędach, co pozwoli nam uniknąć ich w przyszłości (a z pewnością zwrócić na te konstrukcje większą uwagę). Pewnie i kilku zasad poprawnościowych, które być może nam umknęły, można się w ten sposób nauczyć.

Takich korzyści jest więcej, ale myślę, że na początek tyle wystarczy, bo potrzeby korekty nie można udowadniać, ją trzeba sobie uświadomić.

Bezbłędnego dnia! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *