Jak nauczyć dziecko ortografii? Wywiad z ekspertem

Dzień Dziecka! Hurra! Dziś o tym, jak nauczyć dziecko ortografii, by w przyszłości nie musiało wydać komunijnych pieniędzy na korektora. Ponieważ nie jestem jednak ekspertem od nauczania, poprosiłam moją mamę, panią nauczycielkę klas 0‒3 z duuuuuuużym doświadczeniem o opowiedzenie mi, co zrobić, by dziecko nie miało problemów z ortografią. Zapraszam do lektury!

Kasia, Wiele Kropek (WK): Jak uczyć dzieci ortografii?

Marzena Bolęba (MB): To zależy.

WK: Od czego?

MB: Od wielu czynników. Od tego, w jakim wieku jest dziecko, jakie ma możliwości nauczenia się, ile czasu mogą poświęcić rodzice…

WK: To może inaczej. Jak mnie nauczyłaś ortografii, bo nigdy z nią problemów nie miałam.

MB: Prawdę mówiąc, nie uczyłam Cię. Nauczyłaś się sama, bo czytałaś dużo książek, więc po prostu wiedziałaś, jak się pewne wyrazy zapisuje. Ale Ty się bardzo wcześnie nauczyłaś czytać i mówić.

WK: Tak, na drugich urodzinach śpiewałam trzy zwrotki Rano wstaje moja mama.

MB: No właśnie. Płynnie czytałaś, gdy miałaś około cztery lata…

WK: Tak, w zerówce się strasznie nudziłam.

MB: No, ale z ładnym pisaniem miałaś problem, zresztą do dzisiaj piszesz jak kura pazurem.

WK: To znaczy, że żeby nauczyć się ortografii, trzeba dużo czytać?

MB: To jest najlepszy sposób. Dziecko wtedy w naturalny sposób przyswaja nie tylko to, jak się zapisuje wyrazy, lecz także, jak się je łączy.

WK: No dobrze, ale teraz wiele dzieci ma opóźniony rozwój mowy, mało które dziecko czyta w wieku czterech lat.

MB: I tak, i nie. Zdarzają się takie dzieci, które przychodzą do szkoły i ładnie czytają, ale rzeczywiście, ciężar nauki czytania jest obecnie przerzucony na nauczyciela. A z tym wiąże się poznawanie literek i cały proces mający doprowadzić do tego, by dziecko umiało się dobrze komunikować. W czytaniu nie chodzi o ortografię, to skutek uboczny, bardzo ułatwiający życie dziecku, rodzicom i nauczycielom. Dziecko ma czytać przede wszystkim po to, żeby rozwinąć wyobraźnię i umieć rozmawiać na różne tematy. Książki powinny kształtować stosunek ludzi do świata. Ortografia i interpunkcja są dopiero na którymś tam planie.

WK: To może dzieci powinny czytać słowniki?

MB: Nie, nie i jeszcze raz nie. Dziecko powinno wiedzieć, gdzie w domu jest słownik i jak z niego korzystać, ale uczenie się go na pamięć jest kompletnie bez sensu, tylko niepotrzebnie przeciąża pamięć. Jeśli malucha interesuje, jak się zapisuje jakiś wyraz, powinien mieć możliwość sięgnięcia po słownik. Może tam szukać różnych trudnych wyrazów, ale to w ramach zaspokajania ciekawości, nigdy z przymusu.

WK: No właśnie, jaki słownik dla dziecka?

MB: U nas w domu był normalny słownik ortograficzny, dla dorosłych. Dopiero gdy wróciłam do pracy po drugim macierzyńskim, do jakiegoś zestawu podręczników był dołączony słownik dla dzieci, taki z większymi literami, obrazkami, zaznaczonymi na czerwono trudnościami. Takie słowniki też są dobre, choć Ty z niego raczej nie korzystałaś. To nie jest aż tak istotne, jaki jest słownik. Podkreślam, że najważniejsze jest, żeby był on dostępny dla dziecka, żeby wiedziało, że tam się sprawdza, jak poprawnie zapisać wyraz. I najważniejsze. Żeby rodzice i nauczyciele nie wstydzili się z tego korzystać, żeby nie wyszydzali niewiedzy dziecka, tylko, by razem sprawdzili, jak wygląda prawidłowa pisownia.