Miłość jak z serialu, czyli recenzja książki @mamyginekolog

#instaserial o miłości jest obecnie chyba jedną z najpopularniejszych książek dla kobiet. Najsłynniejsza polska ginekolog spisała historię początków znajomości ze swoim mężem. Czy warto ją poznać? Przeczytajcie dzisiejszy wpis!

@mamaginekolog jest super i  ja uwielbiam tę kobietę. Uważam, że zrobiła dla kobiet więcej dobrego niż wszystkie lekcje przygotowujące do życia, poradnictwo rodzinne i pogadanki typu Między nami kobietkami (prowadzą to jeszcze w gimnazjach?) razem wzięte.

Nicole Sochacki-Wójcicka, bo o niej mowa, od końcówki swojej ciąży za pomocą Instagrama nie tylko tłumaczy, że USG nie zabija ani kobiety, ani płodu, ale opowiada też o życiu jako matki i żony. Skomplikowaną historię jej związku postanowiła wydać w postaci książki #instaserial o miłości.

Trudne dobrego początki

Gdybym nie wiedziała, że jej love story dobrze się skończy, że państwo Wójciccy będą mieć pięknego syna, zastanawiałabym się, co tak ładnej kobiecie odbiło, że uganiała się po całym świecie za takim bucem?! Facet ją zbywa, każe dostosować się do swoich zasad, a ona biedna, zaślepiona miłością, na wszystko się godzi. Nie zdradzę Wam, co takiego okropnego robił Kuba, bo historia jest rzeczywiście jak z serialu, i to nie byle jakiego — Moda na sukces może nie, ale Zbuntowany anioł czy Doktor House — jak najbardziej.

Jak to jest zrobione?

O ile historię czyta się naprawdę bardzo przyjemnie, to — nie oszukujmy się — nie jest to powieść najwyższych lotów. Biorąc książkę do ręki, wiemy, znamy jej zakończenie. Książka jest pisana tak, jakby była mówiona – szyk zdań czasem drażni („spałam w Kuby piętrowym łóżku”). Podobnie zresztą jest z podwójnymi spacjami czy braku konsekwencji w zapisie niektórych wyrazów. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie to, że ktoś prawdopodobnie wziął pieniądze za korektę, a to przekłada się na cenę książki, którą można przeczytać na Instagramie, pod warunkiem dużej ilości czasu na scrollowanie postów i komentarzy (niestety, niektóre fragmenty #instaserialu są czasem dodane jako komentarz). W wersji papierowej nie sprawdziło się też to, co na Instagramie zachęcało do dalszego śledzenia losów dwójki lekarzy — pytania „narratora” z serii „co wydarzy się w następnym odcinku?” — jeśli ktoś śledził serial od początku, zachęcały one do odwiedzania profilu lekarki, w książce (zapisane kursywą) nie miały najmniejszego sensu, spokojnie można darować sobie ich czytanie.

Czy warto mieć na półce #instaserial o miłości?

Co kto lubi 🙂 Sama fabuła bywa naprawdę niezwykła i może być inspiracją do scenariusza jakiegoś serialu. W tych wszystkich niedociągnięciach warsztatowych ujmuje jedno — autentyczność autorki. Czytając, trochę miałam wrażenie, że Sochacki-Wójcicka zafundowała sobie autoterapię i wylała z siebie wszystkie żale (do których jak najbardziej miała prawo). Jeśli macie więc w sobie krztynę empatii, to już teraz zamówcie #instaserial o miłości.

[Nicole Sochacki-Wójcicka] @mamaginekolog, #instaserial o miłości, Warszawa 2016.

Obłędnego dnia!
/K.