W poprzednich częściach cyklu „Jak powstaje książka?” pisałem Wam o etapie przygotowania tekstu oraz korekcie i redakcji wydawniczej. Te procesy prowadzą do przekazania tekstu (pliku) grafikowi, łamaczowi, składaczowi, operatorowi DTP czy też po prostu detepowcowi, bo tak branżowo określa się osoby przeprowadzające łamanie i skład.

Łamanie

W czasach zecerstwa łamanie polegało na ułożeniu szpalty tekstu w łamy na kolumnie. Fragmenty szpalty równe wysokości łamu oddzielało się od siebie poprzez odłamanie — stąd nazwa.

Szpalta to leżący na kolumnie blok zarezerwowany dla tekstu, mający określoną (właściwą) szerokość. Długość szpalty jest zależna od długości tekstu. Szpalta określonej długości, czyli odłamana na konkretny wymiar, to łam.

Skład

Dawniej składem określano powstały z czcionek lub innych elementów (wierszy linotypowych, linii, justunków) tekst mający postać szpalty (ale także złożoną tabelę). Bez względu na to, czy skład przygotowywano ręcznie, czy z pomocą maszyn odlewających, czynność tę nazywano składaniem.

Skład i łamanie dzisiaj

Dzisiaj, w epoce DTP, składem nazywamy wszelkie operacje, jakich dokonuje się na tekście (głównie formatowanie). Co istotne, składa się tekst, ale łamie publikację (książkę etc.).

Widać więc ciekawą zależność, dawniej najpierw się składało, a potem łamało (stąd też pewnie w języku utarte są skład i łamanie w takiej właśnie kolejności), a dziś zazwyczaj najpierw się łamie, czyli wprowadza surowy tekst na strony, a potem składa, czyli formatuje (choć łamaniem nazywa się też często w DTP operację nadawania surowemu tekstowi cech tekstu sformatowanego). W czasach komputerów i powszechności edytorów tekstu to właśnie tego typu programy powinno się określać jako przeznaczone do składania, natomiast bardziej profesjonalne, np. Adobe InDesign, są programami do łamania (i składania).

W praktyce, zwłaszcza dzisiaj, gdy nie istnieje już zecerstwo, a publikacje przygotowuje się komputerowo, na ogół łamanie i składanie są terminami stosowanymi wymiennie lub łącznie i sprowadzają się do umieszczenia tekstu według makiety na stronach oraz wszelkich operacji z nim związanych, czyli sformatowania go, usunięcia bękartów, wdów i sierot itp. Efektem tych działań ma być plik, który można wysłać do drukarni. Skład nie jest jednak prosty i wymaga wiedzy, doświadczenia i umiejętności, bowiem od niego w dużej mierze zależy, czy książkę będzie się wygodnie czytało, czy nie — decydujące znaczenie mają tu założenia i detale typograficzne ale także na przykład sposób przygotowania publikacji do szycia lub klejenia.

Składacz nanosi na tekst poprawki i sugestie redaktora (lub redaktora technicznego). Wspominałem już, że opracowanie technicznych aspektów publikacji nazywamy często adiustacją. Oto przykład uwag dla składacza — poniżej przedstawiam zrzut ekranu z cytatu (Teatr Wyobraźni Witolda Hulewicza) z naniesionymi informacjami o początku i końcu przytoczenia, dzięki którym można odpowiednio wyróżnić fragment w składanym tekście:

A o bękartach, wdowach, szewcach i sierotach oraz kilku detalach (które — wprowadzone na etapie składu — czynią książkę piękniejszą) przeczytacie już wkrótce!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *