Jak język wyklucza?

Wykluczenie to sytuacja, w której ktoś nie może w pełni funkcjonować w jakimś środowisku. Pewnie się zdziwisz, ale wszyscy ponosimy za to winę. Przez setki lat pracowaliśmy na to, by na samych siebie nałożyć ograniczenia, które ujęzykowiły się i zawładnęły naszymi umysłami. Nic nie wyklucza tak, jak język. Nie chodzi tu tylko o żeńskie końcówki w nazwach zawodów. O co? Zaparz herbatę i wróć tu, wszystko Ci opowiem. Continue reading „Jak język wyklucza?”

Zły korektor

Założenie firmy oferującej redakcję tekstów to żadna filozofia. Wystarczy założyć fanpage na Facebooku, udostępnić parę postów dotyczących poprawnej polszczyzny i wiedzieć, że najlepszych porad językowych w całych internetach udzielał profesor Bańko. Nie chciałbyś, by ktoś taki poprawiał błędy w książce zapewniającej miliony na rachunku bankowym, jeśli nie literackiego Nobla (choć na pewno nie w 2018 roku). Podpowiem Ci, jak możesz uniknąć płacenia dwa razy za tę samą robotę i nerwów, które będziesz leczył tygodniami. Co więc powinno wzbudzić Twoje podejrzenia?

Continue reading „Zły korektor”

Jak nauczyć dziecko ortografii? Wywiad z ekspertem

Dzień Dziecka! Hurra! Dziś o tym, jak nauczyć dziecko ortografii, by w przyszłości nie musiało wydać komunijnych pieniędzy na korektora. Ponieważ nie jestem jednak ekspertem od nauczania, poprosiłam moją mamę, panią nauczycielkę klas 0‒3 z duuuuuuużym doświadczeniem o opowiedzenie mi, co zrobić, by dziecko nie miało problemów z ortografią. Zapraszam do lektury!

Continue reading „Jak nauczyć dziecko ortografii? Wywiad z ekspertem”

Jak alternatywnie spędzić walentynki?

Walentynki to dla wielu najsmutniejsze i najnudniejsze święto w roku. Trzeba okazywać sobie miłość, wydać mnóstwo pieniędzy na prezenty, a na domiar złego z każdej strony, we wszystkich sklepach, w których dziś sprzedają wszystko w kształcie serc, usłyszycie kawałki z płyt typu love songs. Jak się przed tym obronić, nie mając wsparcia drugiej połówki? Znaleźć ją! Ale jak i gdzie tak szybko? Spokojnie, wszystko Wam powiem.

Skorzystaj z portalu randkowego

Jednym z najlepszych jest DKMS, Tomek korzysta z usług tego portalu, ale na razie musi zadowolić się mną. DKMS ma wysoką skuteczność i gwarantuje znalezienie kogoś, kto nie będzie mógł bez Ciebie żyć. Nie musisz wymieniać ani słowa ze swoją Drugą Połówką, a nawet nie musisz jej znać, by wiedzieć, że jesteście dla siebie stworzeni. Zgodność w tym związku — gwarantowana!
PS DKMS to porządny portal, dba o swoich klientów i wysyła im prezenty na początek współpracy. Z filmiku nagranego przez Tomka z okazji moich urodzin dowiecie się, jak je obsłużyć.

Wyjdź z domu!

I udaj się do najbliższego punktu krwiodawstwa. Prezent dla Twojej Drugiej Połówki będzie w bardzo walentynkowych barwach. Ty też nie zostaniesz z niczym: Wasz pośrednik gwarantuje słodki poczęstunek i zbada Ci krew zupełnie za darmo! Zobacz, ile korzyści Ci to przyniesie!

Oddaj całe swoje serce!

Nie musisz tak od razu, ale wiedz, że miłość wymaga poświęceń. Na wszelki wypadek — podpisz oświadczenie woli. Twoje serce będzie kochane jeszcze tysiąc razy i pomieści dużo miłości, a wątroba jeszcze zniesie parę butelek czerwonego wina wypijanego na randkach. Zostaw narządy na ziemi. Na wypadek, gdybyś zapomniał poinformować kogoś o swoich zamiarach, ułatwiam Ci to. Poniżej zamieszczam — jako prezent walentynkowy — zrobione przeze mnie oświadczenie woli. Noś je zawsze przy sobie!

Choć tekst jest pisany trochę z przymrużeniem oka, dotyczy spraw najważniejszych: życia i miłości. Dlatego, jeśli chcesz, żeby Twoje walentynki były niezapomniane, zastosuj się do którejś z moich porad. Koniecznie potem napisz, jak było!

Obłędnego dnia!
/K.

Miłość jak z serialu, czyli recenzja książki @mamyginekolog

#instaserial o miłości jest obecnie chyba jedną z najpopularniejszych książek dla kobiet. Najsłynniejsza polska ginekolog spisała historię początków znajomości ze swoim mężem. Czy warto ją poznać? Przeczytajcie dzisiejszy wpis!

@mamaginekolog jest super i  ja uwielbiam tę kobietę. Uważam, że zrobiła dla kobiet więcej dobrego niż wszystkie lekcje przygotowujące do życia, poradnictwo rodzinne i pogadanki typu Między nami kobietkami (prowadzą to jeszcze w gimnazjach?) razem wzięte.

Nicole Sochacki-Wójcicka, bo o niej mowa, od końcówki swojej ciąży za pomocą Instagrama nie tylko tłumaczy, że USG nie zabija ani kobiety, ani płodu, ale opowiada też o życiu jako matki i żony. Skomplikowaną historię jej związku postanowiła wydać w postaci książki #instaserial o miłości.

Trudne dobrego początki

Gdybym nie wiedziała, że jej love story dobrze się skończy, że państwo Wójciccy będą mieć pięknego syna, zastanawiałabym się, co tak ładnej kobiecie odbiło, że uganiała się po całym świecie za takim bucem?! Facet ją zbywa, każe dostosować się do swoich zasad, a ona biedna, zaślepiona miłością, na wszystko się godzi. Nie zdradzę Wam, co takiego okropnego robił Kuba, bo historia jest rzeczywiście jak z serialu, i to nie byle jakiego — Moda na sukces może nie, ale Zbuntowany anioł czy Doktor House — jak najbardziej.

Jak to jest zrobione?

O ile historię czyta się naprawdę bardzo przyjemnie, to — nie oszukujmy się — nie jest to powieść najwyższych lotów. Biorąc książkę do ręki, wiemy, znamy jej zakończenie. Książka jest pisana tak, jakby była mówiona – szyk zdań czasem drażni („spałam w Kuby piętrowym łóżku”). Podobnie zresztą jest z podwójnymi spacjami czy braku konsekwencji w zapisie niektórych wyrazów. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie to, że ktoś prawdopodobnie wziął pieniądze za korektę, a to przekłada się na cenę książki, którą można przeczytać na Instagramie, pod warunkiem dużej ilości czasu na scrollowanie postów i komentarzy (niestety, niektóre fragmenty #instaserialu są czasem dodane jako komentarz). W wersji papierowej nie sprawdziło się też to, co na Instagramie zachęcało do dalszego śledzenia losów dwójki lekarzy — pytania „narratora” z serii „co wydarzy się w następnym odcinku?” — jeśli ktoś śledził serial od początku, zachęcały one do odwiedzania profilu lekarki, w książce (zapisane kursywą) nie miały najmniejszego sensu, spokojnie można darować sobie ich czytanie.

Czy warto mieć na półce #instaserial o miłości?

Co kto lubi 🙂 Sama fabuła bywa naprawdę niezwykła i może być inspiracją do scenariusza jakiegoś serialu. W tych wszystkich niedociągnięciach warsztatowych ujmuje jedno — autentyczność autorki. Czytając, trochę miałam wrażenie, że Sochacki-Wójcicka zafundowała sobie autoterapię i wylała z siebie wszystkie żale (do których jak najbardziej miała prawo). Jeśli macie więc w sobie krztynę empatii, to już teraz zamówcie #instaserial o miłości.

[Nicole Sochacki-Wójcicka] @mamaginekolog, #instaserial o miłości, Warszawa 2016.

Obłędnego dnia!
/K.

[Lista subiektywna] Pięć najlepszych seriali sesję

Końcówka stycznia może oznaczać tylko jedno. Sesja! Kiedy wyprasowaliście wszystkie koszule, wyprowadziliście węża sąsiadów na spacer, czas obejrzeć serial w idealnie wysprzątanym mieszkaniu. Dzisiaj subiektywna lista najlepszych odciągaczy od nauki.

Skandal [Scandal]

Scandal jest najgłupszym serialem, jaki kiedykolwiek widziałam. Dlaczego więc go polecam? Bo niesamowicie wciąga. Zaczynamy od grzecznej specjalistki do spraw komunikacji w Białym Domu, która przy okazji sypiała z prezydentem, a kończymy na psychopatycznym ojcu próbującym przejąć władzę nad światem, pierwszej damie upijającej się z byłą kochanką męża kandydującą na stanowisko… prezydenta. Brzmi nienormalnie? Zobaczcie, co dzieje się między opisanymi wydarzeniami!

Most nad Sundem [Bron/Broen]

To z kolei jeden z najlepszych seriali, jakie w życiu oglądałam. Idealnie spełnia swoją rolę sesyjnego wciągacza — od pierwszych sekund nasz mózg stara się rozwikłać zagadkę tajemniczego mordercy pozostawiającego zwłoki na granicy szwedzko-duńskiej. Uwaga, jeśli zaczniecie, musicie obejrzeć wszystkie odcinki! Inaczej nie będziecie mogli zrobić nawet pięciominutowej przerwy na naukę.

Detektyw Monk [Monk]

It’s joungle out there. Jest ktoś, kto nie słyszał o detektywie Adrianie Monku? Ten były policjant po śmierci ukochanej żony zaczyna cierpieć na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Pozwala mu to dostrzec rzeczy, których inni nie dostrzegają. Widzicie to podobieństwo między swoimi odpowiedziami w trakcie egzaminu a reakcją egzaminatora? To serial pozwalający żyć nadzieją, że nasze dziwne zachowania to tak naprawdę przejaw geniuszu.

Gotowe na wszystko [Desperate Housewives]

Idealnie wypielęgnowane rośliny w ogródkach, białe płotki, uśmiechnięte panie domu całujące mężów na pożegnanie – idylla! Skrywają jednak takie tajemnice, że do głowy nie przyszłoby Wam wymyślenie takiego scenariusza.

Plotkara [Gossip Girl]

Jeśli mama mówiła Wam, że jesteście zepsuci i niegrzeczni, włączcie jej Plotkarę. Jest to zdecydowanie mój ukochany serial, choć nie potrafię do końca wyjaśnić dlaczego. Może to wspaniale napisane postaci (i świetnie obsadzone), a może to, że z niektórymi z nich mogę się identyfikować (tak, Blair to ja). Bez względu na to, jakich tricków użyto przy produkcji, ja przez 8 serii żyłam losami bohaterów. Miejcie świadomość, że wciskając play, by obejrzeć pierwszy odcinek, będziecie musieli obejrzeć aż sześć sezonów.

Obłędnego dnia!

/K.